Alarm przewodowy: trwałość kosztem prac montażowych
System przewodowy nie wymaga wymiany baterii, jest odporniejszy na zagłuszanie i praktycznie bezobsługowy przez cały okres eksploatacji. Centrala stale kontroluje stan każdej linii, więc przerwanie przewodu generuje alarm sabotażowy. To rozwiązanie, które w domu zamieszkanym przez kilkanaście lat po prostu działa i nie przypomina o sobie.
Cena tej trwałości to konieczność ułożenia okablowania. W budynku w stanie surowym jest to koszt samego przewodu, bo przeciągamy go razem z pozostałymi instalacjami niskoprądowymi. Po wykończeniu wnętrz oznacza już prace naprawcze: bruzdowanie, listwy albo prowadzenie tras przez sufity podwieszane.
Alarm bezprzewodowy: montaż w jeden dzień
W wykończonym mieszkaniu system bezprzewodowy montuje się zwykle w jeden dzień, bez kucia i bez pyłu. Czujki, kontaktrony i klawiatura komunikują się z centralą radiowo, a montaż ogranicza się do punktów mocowania. To rozwiązanie, dzięki któremu zabezpieczenie świeżo wykończonego mieszkania w ogóle wchodzi w grę.
Kosztem jest wymiana baterii co kilka lat — system przypomina o tym sam, odpowiednim komunikatem — oraz nieco większa wrażliwość na warunki radiowe. W budynkach ze zbrojonymi ścianami, zwłaszcza w wielkiej płycie, sprawdzamy poziom sygnału w każdym planowanym punkcie przed montażem, a nie tylko przy centrali.
Wariant mieszany, czyli to, co montujemy najczęściej
W praktyce w budynkach wykończonych najczęściej proponujemy hybrydę: przewodowo tam, gdzie da się poprowadzić kabel bez naruszania wykończenia — zwykle wzdłuż istniejących tras, przez piwnicę lub poddasze — i bezprzewodowo w pozostałych punktach. Pozwala to połączyć trwałość z rozsądnym zakresem prac.
Centralę i sygnalizator montujemy wtedy przewodowo, bo to elementy, które muszą działać bezwarunkowo. Czujki w pomieszczeniach trudno dostępnych zostają radiowe. Taki podział ustalamy podczas wizji lokalnej, po sprawdzeniu, którędy faktycznie da się przejść przewodem.
Co jest ważniejsze od tego wyboru
Dobór czujek do pomieszczeń ma większe znaczenie niż sposób transmisji. W domu ze zwierzętami stosujemy czujki dualne łączące podczerwień z mikrofalą i montujemy je na wysokości wycinającej strefę przy podłodze. W mieszkaniach z rekuperacją unikamy montażu w osi nawiewników, bo ruch ciepłego powietrza potrafi wyzwalać detekcję.
Drugą rzeczą jest ochrona obwodowa — wykrycie intruza zanim wejdzie do budynku. W zabudowie rozproszonej daje ona kilka minut przewagi i to zwykle ona przesądza o tym, czy włamanie pozostanie przy próbie. W mieszkaniu w bloku jej rolę pełnią czujki wstrząsowe na stolarce.
Powiadamianie, o którym łatwo zapomnieć
Niezależnie od typu instalacji warto zapewnić dwa niezależne tory powiadamiania: łącze internetowe i moduł komórkowy. Odcięcie jednego nie przerywa wtedy komunikacji, a sama próba sabotażu generuje osobny alarm techniczny. W budynkach z garażem podziemnym sprawdzamy zasięg w miejscu centrali i w razie potrzeby wyprowadzamy antenę wyżej.
Warto też wskazać drugi numer kontaktowy — sąsiada albo kogoś z rodziny mieszkającego w pobliżu. Przy dłuższym dojeździe służb osoba, która może podjechać w kilka minut, bywa jedynym realnym elementem reakcji.




